22 January 2015

Kurs gotowania w Chiang Mai


Ponownie wybraliśmy się na kurs gotowania do May :) Byliśmy u niej dwa lata temu i było cudownie, tym razem podobnie :) May ma dom za Chiang Mai w niedużej wiosce, dookoła pola ryżowe, zielono, cisza i spokój. I tym razem zaczęliśmy od wizyty na targu, by poznać różne lokalne specjały. Potem po przyjeździe do niej poszliśmy do ogrodu pozbierać zioła (tajską bazylię - dwa rodzaje, kolendrę) oraz pomidory i tajskie bakłażanki :) Reszta składników już na nas czekała :)
Podobnie jak dwa lata temu mieliśmy do przygotowania różne rodzaje potraw, od zakąsek, przez zupy, stir-fry, przez pastę curry i samo curry a skończywszy na deserach. Gotowaliśmy i jedliśmy to co przygotowaliśmy przez cały dzień :) Ponadto poprosiłam May żeby nauczyła mnie przygotowywać kalmary, od samego początku. Kupiła więc dwa na targu i razem je oczyściłyśmy i ugotowałyśmy w kawałkach tak by potem zrobić fantastyczna, aromatyczną sałatkę (zdjęcie u góry). W sałatce znalazły się jeszcze małe pomidorki, cebulka (szalotka), świeża trawka cytrynowa, i ostry, aromatyczny sos ze świeżej kolendry, czosnku, chilli, z dodatkiem soli, limonki, cukru palmowego i sosu rybnego. Coś niesamowitego !
Poniżej kilka zdjęć naszych potraw :) Nie muszę dodawać, że to co ugotowaliśmy pod czujnym okiem May było pyszne :)

We returned once again after two years to May's Secret Garden Cookery School. It is beautifully situated in its own grounds about 30/40 mins drive from Chiang Mai. Very, very peaceful, overlooking rice paddies with the new rice just breaking throuh the water. Glad to say the school has really taken off as it had not long opened when we first visited. May and her partner Jason are busy most days for the next two months or so. It was once again a great day out and you can see from the photos all the food we cooked and some photoes from the school. We will be writing more about what we have been up to so far in Chiang Mai in the next post.


Tak wygląda "szkoła" u May


A to jest jej ogród.


Kosz z podręcznymi składnikami


Składniki na klasyczną tajską zupę Tom Yum


I sama zupa :) Bardzo ostra i pachnąca :)


Składniki na strir-fry - kalmary smażone z dużą ilością listków tajskiej bazylii :)


I samo stir-fry :)


Pasta ( a w zasadzie w trakcie przygotowania) do rewelacyjnego dania z duszonych żeberek wieprzowych :)


I same żeberka. Gotowane ponad godzinę - mięso było tak miękkie, że aż rozpływało się w ustach !


Tak gotuje się słynny tajski "sticky rice" - lepki ryż


Tenże ryż zalany potem słodkim świeżym mleczkiem kokosowym podawany jest z mango na deser :)


I banany w cieście smażone na głębokim tłuszczu :)

19 January 2015

Azjatyckie smaki :)


No i znów znaleźliśmy się w Azji :) A bliżej ponownie w Tajlandii :) Jak co roku już wybraliśmy się na przedłużone wakacje. Tym razem bardzo relaksacyjnie - będzie to głównie Tajlandia i jej północ, potem kilka dni w Singapurze i powrót do Tajlandii nad morze :) Chcemy wygrzać kości i popływać w morzu kiedy u nas pogoda nie rozpieszcza.
W sobotę wylądowaliśmy w Bangkoku i zatrzymaliśmy się tylko na jedną noc by nieco dojść do siebie. Niedaleko hotelu na nomen omen ulicy Klasztornej (Convent Street) można znaleźć świetne uliczne jedzenie i tam wybraliśmy się wieczorem na pyszną kolację :) Czerwone curry z wieprzowinką, pyszną rybę pieczoną w soli i kurczaka smażonego z papryką i orzeszkami nerkowca. Do tego obowiązkowo ryż a do ryby bardzo aromatyczny ostry sosik :) Byłam jednak tak już zmęczona, że odpuściłam sobie fotografowanie. Nic straconego jednak, bo wybierzemy się tam ponownie :)
Wczoraj wsiedliśmy w samolot Air Asia (sic!) i przylecieliśmy do Chiang Mai. To jedno z moich ulubionych miejsc w Azji. I choć kocham Bangkok, bo jest to niesamowite miasto, to jednak stanowczo zbyt dużo tam hałasu, ruchu i spalin, bym chciała zostać tam na dłużej niż kilka dni. Chiang Mai z kolei to miasto na północy, z dużo łagodniejszym klimatem, chłodniejszym gdyż jesteśmy już w zasadzie w górach. To taka Mekka turystów. Wiele osób przyjeżdża tu by spędzić nawet nie kilka dni lecz kilka tygodni. Pochodzić na masaże, które są dostępne dosłownie wszędzie, by dobrze zjeść, odpocząć, pobalować, spotkać innych ludzi, wybrać się na kurs gotowania czy spróbować sił w nauce tajskiego. Jest tu wszystko i dla każdego.
My zatrzymamy się pewnie z 10 dni :) Dziś zaczęliśmy chodzić utartymi już szlakami. No w zasadzie już wczoraj po południu :) Nasze ulubione miejsce na piwo potem targ tuż za rogiem by kupić owoce i knajpka, w której jadamy od kilku lat kolacje :) Nie znaczy to że nie zmieniamy restauracji czy nie eksperymentujemy, ale po tylu pobytach znalazłam parę miejsc do których warto wrócić bo dają świetne jedzenie i obsługa jest miła. Tak więc rano obowiązkowo rewelacyjna sałatka owocowa, o której już pisałam rok temu i chyba dwa lata temu też :) Mieszanka ok. 10 owoców świeżo obranych i pokrojonych, polanych jogurtem i odrobiną miodu. Jak dla mnie rewelacja ! Potem spacer do jednej z głównych świątyń w mieście na masaż stóp :) Te same panie (i paru panów) od lat pracują w tym miejscu i uważam, że jest to pewnie jeden z najlepszych masaży w mieście. Po godzinie wyszłam jak nowa ! Jutro zaszaleję z masażem całego ciała, może nie wyjdę połamana :))) Potem kawa w bardzo przytulnej małej knajpce, serwującej również lokalną kawę, którą uprawiają na północy plemiona górskie. Pyszna, aromatyczna, mocna - w wersji na gorąco, lub mrożona, czarna lub biała :) Można tu też wypić pyszną czerwoną herbatę niesamowicie aromatyczną, gdyż jest ona specjalnie palona czy może wędzona. W każdym razie ma niesamowity głęboki ceglano czerwony kolor i unikalny piękny aromat. A na lunch tradycyjnie już tajska zupa - ta na zdjęciu u góry :) Pyszna z makaronem ryżowym, mięskiem, kiełkami i różnymi dodatkami.
A co dalej planujemy? To co zawsze, spacery po świątyniach, bo tych tu bez liku, wycieczki za miasto, spacery po wąskich uliczkach. Generalnie relaks i odpoczynek :)


Powyżej nasz lokalny trag :) Tutaj codziennie kupuję owoce :)


Na przeciw targu knajpka u Addy :) To tutaj można dostać najsmaczniejszą sałatkę owocową, shake-i i różne soki i smoothie :)

Well folks, here we are back again in Thailand. We arrived in Bangkok last Saturday. Just one night in Bangkok, had a great meal on the street and a couple of beers. On Sunday we flew by Air Asia to Chiang Mai. Weather is great, cooler then Bangkok and it can go quite chilly in the evening. Staying in the same hotel that we have used on our previous visits. Really handy, as just round the corner is the local market which sells everything opposite which is our breakfast palce where you get the most fenomenal bowl of fresh friut salad with honey, yoghurt and museli if you want for about a pound :)
We have already been for our first massage in the usual place in the temple area. The one dissapointment is that where we normally eat our evening meal, also just round the corner, no longer sells beer. They don't mind you bringing your ouw from a local "7/11" store.
So far we have jus basically walked the local streets again and visited the best coffee shops around. You will see from the photos the soup we had for lunch, our local market and the breakfast place :)
More to come...

5 December 2014

Pierogi Maćka - z mięsem, kapustą i grzybami :)


Wracam po przerwie z prawdziwym hitem !!!! Pierogi nie z tej ziemi :) Przepis udało mi się wyciągnąć od mojego przyjaciela Maćka, który fantastycznie gotuje, robi to z prawdziwą pasją i jest prawdziwym mistrzem pierogów :) Maciek był na tyle miły, że nie tylko podzielił się ze mną swoim przepisem ale też zgodził się bym go tutaj zamieściła :)
Ja niestety w temacie pierogów nigdy nie byłam ekspertem, trochę podchodziłam do nich jak do jeża. Co roku przygotowuję pierogi na Wigilię z moją Mamą i na tym koniec. Postanowiłam to zmienić i efekt, przyznaję, prześcignął moje najśmielsze oczekiwania :) Pierogi wyszły pyszne, aromatyczne i śliczne. To też zasługa Maćka, który namówił mnie na mały zakup - gadżetu do lepienia pierogów :)
I tym samym pierogi wyszły zgrabne, wszystkie takie same i się pięknie zlepiły :)
Koniec paplaniny, zapraszam do popróbowania sił i przygotowania ich u siebie w domu !!!

Pierogi Maćka

ciasto (robiłam dwa razy z połowy porcji) :
1 kg mąki pszennej
ok. 3 łyżek oleju
2-3 szczypty soli
ok3 szklanek wrzącej wody (a zasadniczo trzeba dać tyle by ciasto było elastyczne )

nadzienie:
1 kg mięsa wołowego (u mnie łata wołowa)
1 kg kiszonej kapusty
100 gr suszonych prawdziwków
sól /
listek laurowy/ziele ang./pieprz w ziarenkach
2-3 średnie cebule, posiekane
masło (najlepiej klarowane)

Najpierw zagotowujemy wodę, wrzucamy kawałek mięsa, nieco soli, listek laurowy, ziele ang i ziarenka pieprzu i gotujemy powoli ok 3 godzin aż mięso będzie mięciutkie. Wyciągamy je wtedy z wody i studzimy na talerzu.
Do osobnego rondla wrzucamy kapustę kiszoną, suszone prawdziwki (u mnie w plasterkach) i zalewamy paroma szklankami wody. Gotujemy ok 1 godziny aż kapusta będzie miękka, po czym odkrywamy pokrywkę i smażymy mieszając aż płyn nam wyparuje. Trzeba uważać by kapusta się nie przypaliła !
Mięso mielimy w maszynce i przekładamy do miseczki, po czym mielimy kapustę z grzybami i przekładamy do osobnego naczynia.

Na dużej patelni podsmażamy na maśle (parę łyżek co najmniej) połowę posiekanej cebuli i gdy się lekko zbrązowi dodajemy ok połowę mięsa i połowę kapusty. Mieszamy i smażymy aż powstanie jednolity farsz. W razie potrzeby dodajemy nieco więcej masła. Doprawiamy do smaku solą i pieprzem. Przekładamy do osobnego naczynia i smażymy drugą część farszu.
Do przygotowania ciasta użyłam mojego miksera i przygotowałam ciasto w dwóch partiach - do miski wlewamy olej, wrzącą wodę i dodajemy sól. Dodajemy wreszcie mąkę i miksujemy hakiem aż ciasto zbierze się w kulkę. W razie potrzeby dolewamy więcej wrzątku lub podsypujemy nieco mąki. Ciasto powinno być miękkie, elastyczne i odrobinę lepkie.
Gotowe ciasto przekładamy do miseczki i przykrywamy.
Stolnicę posypujemy mąką i wałkujemy ciasto partiami bardzo cieniutko. Wykrawamy kółka średnicy 9-10 cm i lepimy pierogi - ręcznie lub z pomocą gadżetu :)
Pierogi układamy na lnianej ściereczce. Już są gotowe do gotowania.
Gotujemy je w dużej ilości osolonej wody, ok. 3 minuty od wypłynięcia.
Gotowe pierogi odcedzamy i podajemy. U mnie polane masełkiem i podsmażoną cebulką.
Pyszne !!!


29 September 2014

Tajskie zielone curry


To jedno z najprostszych i najsmaczniejszych curry jakie ostatnio przygotowałam :)
Niezwykle szybkie, wystarczy tylko wszystkie składniki wcześniej pokroić i nastawić ryż, najlepiej jaśminowy :)

Tajskie zielone curry

220 gr kurczaka bez kości ani skóry, pokrojony na nieduże kawałki
1 mała zielona cukinia, pokrojona na kawałki
2 średnie cebule, pokrojone na piórka
1 zielona papryka, pokrojona na kawałki
pół szklanki mrożonego groszku
puszka mleczka kokosowego (ok. 300 ml)
2 łyżki oleju
1 spora łyżka zielonej pasty curry
liście świeżej bazylii tajskiej

Rozgrzewamy wok/patelnię, nalewamy olej i dodajemy pastę curry, smażymy mieszając. Dodajemy kawałki kurczaka, smażymy jeszcze pare minut mieszając, dodajemy pozostałe warzywa i zalewamy mleczkiem kokosowym. Gotujemy 5 minut aż kurczak będzie ugotowany a warzywa lekko chrupiące. Podajemy wraz z ryżem jaśminowym i listkami świeżej bazylii tajskiej :)


31 August 2014

Makaron zapiekany z bakłażanem


Przepis na zapiekany makaron dostałam od koleżanki mieszkającej na Sycylii :) Przepis zasadniczo jest jej męża Sycylijczyka :) Wyszedł nam bardzo smakowicie :))) Polecam!

Makaron zapiekany z bakłażanem

1 bakłażan
250 gr makaronu
ok. 350 ml sosu pomidorowego (passaty)
1 szklanka mrożonego groszku
2 mozarelle, parmezan tarty
oliwa
sól/pieprz

Bakłażana kroimy na plasterki ok. 0,5 mm grubości i smażymy na oliwie na patelni. Po usmażeniu przekładamy na ręcznik papierowy. Sos pomidorowy przelewamy na patelnię z odrobiną oliwy i smażymy aż nieco odparuje. Doprawiamy solą i pieprzem. Groszek gotujemy i odcedzamy. Makaron gotujemy al dente i po odcedzeniu mieszamy wraz z groszkiem z sosem pomidorowym.
Naczynie do zapiekania smarujemy oliwą i wysypujemy bułką tartą. Połowę makaronu przekładamy na spód, posypujemy połową startego parmezanu, układamy na to plastry bakłażana i 1 mozarellę pokrojoną na plasterki. Ponownie układamy na wierzch pozostały makaron, posypujemy parmezanem, układamy pozostałe plastry bakłażana i kładziemy na wierzch drugą mozarellę pokrojoną na plasterki.
Całość wkładamy do piekarnika nagrzanego do 200 C i pieczemy ok. 20 minut aż ser się roztopi.
Podajemy od razu!
Smacznego

28 July 2014

Tarta z morelami



Pachnąca latem, w kolorze słońca tarta z morelami :)

Tarta z morelami

kruchy spód:
250 g mąki tortowej
130 g masła
35 g cukru pudru
nieco bardzo zimnej wody

nadzienie:
200 ml śmietanki słodkiej
2 duże jajka
3 łyżki cukru pudru
10-12 dojrzałych moreli

Najpierw przygotujemy spód do tarty. Najpierw wrzucamy do malaksera mąkę, masło i cukier puder, miksujemy aż składniki się połączą i powstaną drobniutkie grudki. Wciąż miksując dolewamy zimnej wody, niewiele, około 1/5 - 1/4 szklanki i miksujemy aż składniki ciasta się połączą i powstanie kula. Wykładamy ją na oprószoną mąką stolnicę, formujemy kulkę, zawijamy w folię do żywności i wkładamy na 1 godzinę do lodówki. Po godzinie wałkujemy ciasto dosyć cienko i wykładamy nim formę wysmarowaną wcześniej masłem. Nakłuwamy widelcem i wkładamy na około 30 minut do lodówki. Nagrzewamy piekarnik do 170 C, tartę przykrywamy papierem do pieczenia i wykładamy na papier ceramiczne kulki (lub ryż czy fasolę) dla obciążenia. Pieczemy około 10 minut po czym ściągamy delikatnie papier i kulki i dopiekamy jeszcze ok 15 minut aż ciasto będzie upieczone i złociste. 
Na podpieczony spód układamy połówki morel. W naczyniu mieszamy dokładnie śmietankę z jajkami i cukrem.Zalewamy delikatnie morele i wstawiamy do piekarnika na kolejne 30 minut.
Po upieczeniu posypujemy cukrem pudrem :)
Gotowe!


8 June 2014

Tarta ze świezym szpinakiem


Nie chciałabym się przechwalać, ale parę dni temu upiekłam tartę, która wyszła wprost rewelacyjnie! Oczywiście zawdzięczam to świeżutkiemu szpinakowi i dodatkowi bardzo dobrego sera. Proporcje na tarte ok. 25 cm.

Tarta ze świeżym szpinakiem

kruche ciasto:
220 gr mąki pszennej
65 gr masła z lodówki
65 gr smalcu z lodówki
szczypta soli
75 gr bardzo zimnej wody

nadzienie:
bardzo duży pęczek świeżego szpinaku
2-3 ząbki czosnku
3-4 łyżki masła
200 ml śmietanki 18 %
3 jajka
sól/pieprz
ok. 50-75 gr dobrego sera typu blue - u nas Stilton

Wcześniej przygotowujemy sobie kruche ciasto - najlepiej w malakserze zmiksować mąkę, sól, masło i smalec i potem dodać wodę i gdy powstanie kulka przekładamy na lekko omączoną stolnicę, zagniatamy parę razy, formujemy kulkę, zawijamy w folię do żywności i wkładamy na kilka godzin do lodówki.  Po tym czasie ciasto wałkujemy na grubość ok 3 mm i wykładamy ciastem formę do tarty (uprzednio wysmarowaną masłem). Widelcem robimy dziurki w całym spodzie i wkładamy do lodówki na ok. 1 godzinę. Ciasto podpiekamy w 180 C przykryte pergaminem i obciążone kulkami ceramicznymi przez 15 minut, potem jeszcze 5 minut bez przykrycia.
Gdy ciasto się podpieka, myjemy dokładnie liście szpinaku i jeszcze mokre wkładamy do dużego rondla. Przykrywamy i stawiamy na dosyć dużym ogniu, co jakiś czas mieszając aż liście zupełnie "zwiędną" i staną się miękkie. Wtedy odcedzamy szpinak i wkładamy do miski z bardzo zimną wodą na kilka minut. Odcedzamy i odciskamy w dłoniach by pozbyć się nadmiaru wody. Odciśnięty szpinak kroimy nożem na mniejsze kawałki - wedle uznania.
Czosnek obieramy i drobniutko siekamy. W malutkim rondelku rozpuszczamy masło i na bardzo małym ogniu podsmażamy czosnek ściągając co chwilę by się przypadkiem nie zrumienił, bo stanie się wtedy gorzki.
Szpinak przekładamy do miseczki, doprawiamy solą i pieprzem i łyżeczką polewamy czosnkiem z masłem, mieszamy dokładnie i wykładamy na podpieczoną tartę. Śmietankę mieszamy dokładnie z jajkami, dodajemy sól/pieprz, mieszamy i zalewamy tartę. Ser kruszymy w palcach i kładziemy na wierzch. tarte wkłądamy do piekarnika i pieczemy w 190 C ok. 35 minut, aż nadzienie się zetnie.
Tartę podajemy na gorąco lub na zimno, ale myślę, że smaczniejsza jednak na gorąco.



3 June 2014

Congee - nasze tajskie śniadanie


Ci co zaglądali tutaj zimą, podczas naszej podróży do Azji, pamiętają pewnie moje zachwyty nad zupami, w tym nad moim wielkim odkryciem, czyli "congee". Congee zajadaliśmy się w Tajlandii, a inną jego wersją w Malezji, tam do zupy ryżowej dodawano jedynie różne mięsa. Ostatnie zimne poranki przywołały wspomnienia tej świetnej zupki. Po krótkich poszukiwaniach w internecie okazało się, że to łatwe, choć nieco czasochłonne danie. Może idea ryżowego kleiku nie każdemu wydaje się ponętna, mnie również z początku zbytnio nie pociągała, lecz w praktyce zupa jest rewelacyjna! Do tego zdrowa i syta. Zupełnie nie przypomina polskiego kleiku bez smaku i koloru. Bardziej smakuje mi congee w Tajlandii, jest pełne aromatów i pysznych dodatków. I wcale nie tylko na chłodne poranki. 
Ja przygotowałam sobie większą porcję i mieliśmy czym się zajadać przez parę poranków.

Tajskie Congee
6-8 pocji

1 szklanka zwykłego białego ryżu
ok 1 litra chudego rosołu/bulionu (opcjonalnie)

300 gr mielonego mięsa wieprzowego
1-2 ząbki czosnku, przeciśnięte przez praskę
1 -2 łyżeczki sosu rybnego
biały mielony pieprz
świeże jajka - jedno na porcję, w temperaturze pokojowej
świeży korzeń imbiru, obrany i pokrojony na cieniutkie słupeczki
młoda zielona cebulka, pokrojona
sos sojowy
sos rybny
świeże chilli pokrojone na cieniutkie plasterki (opcjonalnie)

Ryż płuczemy dokładnie na sicie pod bieżącą wodą. W dużym rondlu zagotowujemy rosół/wywar/wodę i wrzucamy ryż. Gotujemy na małym ogniu mieszając regularnie przez ok. 2 godziny, w razie potrzeby dolewając wody, aż ryż się rozgotuje i powstanie w miarę gęsta zupa.
Mięso mielone mieszamy z czosnkiem, sosem sojowym i białym pieprzem, dobrze wyrabiamy ręką i odstawiamy na bok. W rondlu zagotowujemy wodę, formujemy małe kulki z mięsa i wrzucamy by się ugotowały (dosłownie parę minut). Odcedzamy i odstawiamy na bok.
Gdy zupa jest już gotowa i bardzo gorąca, jajka (jedno na porcję) wkładamy do gotującej wody i gotujemy w ok. 30 sekund, odcedzamy. Zupę nalewamy do miseczek, do każdej wbijamy jajko, dodajemy kilka kulek wieprzowych, nieco imbiru (wedle upodobania, ja lubię dosyć sporo), cebulkę, doprawiamy sosami sojowym i rybnym i podajemy od razu. Podczas mieszania zupy, jajko pod wpływem temperatury wytworzy kremową konsystencję. Pyszne!


31 May 2014

Scony z River Cottage na niedzielny podwieczorek


Ostatnio parę razy piekłam scony według przepisu z River Cottage. Bardzo pyszne, zwłaszcza z dżemem truskawkowym i angielską śmietaną "clotted cream" (lepiej nie wiedzieć ile ma kalorii). Scony przygotowuje się bardzo szybko i są świetne jeszcze ciepłe do popołudniowej kawy czy herbaty.

Scony z River Cottage

300 gr mąki pszennej np. tortowej
2 łyżeczki (płaskie) proszku do pieczenia
szczypta soli
75 gr masła w temperaturze pokojowej
50 gr drobnego cukru do wypieków
1 średnie jajko
1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
120 ml tłustej śmietanki
+ odrobina mleka do posmarowania po wierzchu

Wszystkie składniki umieszczamy w naczyniu, wyrabiamy ręką i przekładamy na stolnicę. Wałkujemy ciasto na grubość ok 3 cm. Wykrawamy kółka ok 7 cm średnicy i przekładamy na blachę przykrytą papierem do pieczenia. Powinniśmy otrzymać ok. 8 sztuk. Scony smarujemy z wierzchu mlekiem i blachę wkładamy do piekarnika nagrzanego do 200 C. Pieczemy ok. 15 minut aż skony pięknie wyrosną i zezłocą się z wierzchu.

30 May 2014

Ham and Egg Pie


Dziś zapowiadany wcześniej ciąg dalszy kuchni brytyjskiej - Ham and Egg Pie, czyli coś na kształt tarty/quicha lecz z ciastem na wierzchu. Jak sama nazwa wskazuje, wewnątrz znajdują się szynka i jajka jako główne składniki. Moja forma na pie jest dosyć duża, ma ok. 30 cm średnicy, stąd odpowiednio większe proporcje. Bez problemu wystarcza dla 6 - 8 osób jako danie główne. Podajemy na gorąco, na przykład z młodymi ziemniaczkami.

Ham and Egg Pie

kruche ciasto:
450 gr mąki pszennej
130 gr masla z lodówki
130 gr smalcu z lodówki
duża szczypta soli
150 ml bardzo zimnej wody

nadzienie:
300 gr ugotowanej wędzonej szynki
150 gr wędzonego boczku


250 ml śmietanki 18 %
3 jajka
sól/pieprz
6-8 jajek
odrobina mleka do posmarowania ciasta

Najpierw przygotowujemy ciasto, najlepiej w dwóch partiach (w malakserze całość może być trudno zrobić na raz). Do malaksera wrzucamy mąkę, sól i masło ze smalcem. Miksujemy przez ok 10-20 sekund. Dodajemy wodę, miksujemy aż powstanie kulka ciasta. Wykładamy na lekko omączoną stolnicę, formujemy kulkę, zwijamy w folię spożywczą i chowamy na parę godzin do lodówki. Następnie połowę ciasta wałkujemy  (ok 3 mm grubości). Formę na pie smarujemy masłem i wykładamy ciastem. Nakłuwamy widelcem i wkładamy na godzinę do lodówki. Piekarnik nagrzewamy do 180 C. Formę wyjmujemy z lodówki, kładziemy na wierzch papier do pieczenia i wysypujemy kulki ceramiczne lub ryz/fasolę. Podpiekamy 15 minut, po tym czasie ściągamy papier z kulkami i podpiekamy dalsze 5 minut.
W między czasie przygotowujemy nadzienie. Wpierw kroimy boczek na drobną kostkę i podsmażamy przez kilka minut. Szynkę kroimy w kostkę ok. 1,5 cm. Na podpieczony spód wykładamy szynkę i boczek. W miseczce mieszamy śmietankę, 3 jajka oraz sól/pieprz i zalewamy szynkę. Następnie delikatnie rozbijamy pozostałe jajka (6-8 w zależności od wielkości formy) i umieszczamy jajka na wierzchu w równych odległościach. Wałkujemy pozostałą połowę ciasta. Pędzelkiem smarujemy mlekiem brzeg podpieczonego ciasta. Kładziemy na wierzch rozwałkowane ciasto, widelcem uciskamy końce tak by się zlepiły ze spodem i odcinamy nożem nadmiar ciasta. Smarujemy po wierzchu mlekiem by się przy pieczeniu ładnie zrumienił. Robimy w części centralnej 2 niewielkie nacięcia w cieście - ok. 2 cm długości, by para miała się którędy wydostawać. Pieczemy ok. 30 minut. Podajemy gorące. Kroimy tak, by na każdą osobę wypadło 1 całe jajko. Gotowe!

24 May 2014

Quiche Lorraine na zimno lub na ciepło


Wiem, wiem, już miesiąc cisza na blogu, przepraszam tych co tu zaglądają. Ostatnie tygodnie były jednak dosyć intensywne, skręcona kostka, wyjazd do Anglii, praca... Mam za to parę zaległych wypieków, które mam nadzieję w najbliższych dniach pojawią się na blogu. Ponieważ ostatnio byliśmy w "angielskich" klimatach (różne smaczne rzeczy przywieźliśmy z naszego wyjazdu), więc i najbliższe wpisy związane są z kuchnią angielską. Dziś tarta-quiche, której nazwa wskazuje nieco inne pochodzenie, lecz na wyspach jest bardzo popularna. Nie wiem jak to się stało, że wcześniej nie znalazła się na blogu, gdyż bardzo często ją piekę. Tym razem przygotowałam ją do zjedzenia na zimno stąd udało się i fotki strzelić :-) Quiche jest pyszny sam lub jako część dania głównego, wtedy oczywiście podajemy od razu gorący na przykład z młodymi ziemniaczkami i sałatka. Przepis jest na standardową formę do tarty ok 25 cm.

Quiche Lorraine

kruche ciasto:
225 gr mąki pszennej
szczypta soli
65 gr masła z lodówki pokrojonego w kostkę
65 gr smalcu z lodówki pokrojonego w kostkę
75 gr bardzo zimnej wody

nadzienie:
250-300 gr wędzonego chudego boczku, pokrojonego w drobną kostkę
1-2 cebule drobno posiekane
1 łyżka masła
250 ml śmietanki słodkiej 18 %
3 jajka
sól/pieprz do smaku

Najpierw przygotowujemy ciasto. Do malaksera wrzucamy mąkę, sól i masło ze smalcem. Miksujemy przez ok 10-20 sekund. Dodajemy wodę, miksujemy aż powstanie kulka ciasta. Wykładamy na lekko omączoną stolnicę, formujemy kulkę, zwijamy w folię spożywczą i chowamy na parę godzin do lodówki. Następnie ciasto wałkujemy  (ok 3 mm grubości). Formę do tarty smarujemy odrobiną masła i wykładamy ciasto. Dociskamy do foremki, odcinamy wystające kawałki, nakłuwamy widelcem spód tarty i chowamy na godzinę do lodówki. Po tym czasie nagrzewamy piekarnik do ok. 180-190 C i naszą tartę wykładamy papierem do pieczenia, wykładamy na wierzch kulki ceramiczne lub suchą fasolę i podpiekamy ok. 15 minut. Po tym czasie ściągamy papier z kulkami (fasolą) i podpiekamy jeszcze 5 minut.
W międzyczasie przygotowujemy nadzienie. Na patelni podsmażamy boczek, ściągamy i na łyżce masła smażymy cebulkę aż stanie się szklista. Na podpieczony spód wykładamy posmażoną cebulkę i boczek. W miseczce rozbełtujemy dokładnie jajka w śmietance, dodajemy soli i pieprzu i wylewamy na tartę. Całość wkładamy do piekarnika i pieczemy ok. 30 minut aż masa się zetnie. Gotowe!


19 April 2014

Hot Cross Buns - angielskie bułeczki na Wielkanoc


Jak co roku, piekę dla nas tradycyjne angielskie bułeczki na Wielkanoc. To już czwarty przepis, który wypróbowuję, poprzednie można oczywiście znaleźć na blogu. Bułeczki są bardzo smaczne i pachnące, najlepiej smakują z masłem i kubkiem gorącej herbaty.

Radosnych i Spokojnych Świąt Wielkanocnych

Hot Cross Buns

625 g mąki pszennej chlebowej
1 łyżeczka soli
2 łyżeczki "mixed spice" - angielskiej mieszanki przypraw - można wykorzystać naszą przyprawę do pierników
45 gr masła
85 gr cukru
1 cytryna - tylko skórka starta
20 gr świeżych drożdży lub 1 1/2 łyżeczki drożdży instant
1 jajko
275 ml letniego mleka
70 gr rodzynków lub "currants"
70 gr skórki pomarańczowej kandyzowanej

do zrobienia krzyżyków - pasta z mąki i wody
do glazury: 50 gr cukru i 50 gr wody, zagotowujemy by powstał syrop

Suche składniki, bez bakalii, mieszamy w naczyniu. Osobno w mleku rozpuszczamy drożdże, dodajemy masło i jajko i dodajemy do suchych składników. Wyrabiamy ciasto tak by było gładkie i elastyczne, na koniec dodajemy bakalie i wyrabiamy by były równomiernie rozprowadzone. Ciasto wkładamy do miski i przykrywamy. Zostawiamy na około godzinę do wyrośnięcia, aż podwoi objętość. Ciasto wykładamy na stolnicę, kroimy na 12 kawałków i formujemy okrągłe bułeczki. Układamy na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Przykrywamy lnianą ściereczką i folią i zostawiamy około 45 minut do wyrośnięcia. W międzyczasie przygotowujemy sobie pastę do krzyżyków. Przekładamy ją do woreczka i gdy bułeczki są już wyrośnięte, odkrawamy końcówkę woreczka i wyciskamy pastę tworząc na bułeczkach kształt krzyża. Wkładamy od razu do piekarnika nagrzanego do 220 C. Bułeczki pieczemy około 12-15 minut, aż się ładnie zbrązowią. Gdy bułki są w piekarniku przygotowujemy syrop (zagotowujemy wodę z cukrem). Od razu po wyjęciu bułek z piekarnika smarujemy je pędzelkiem syropem i przekładamy na kratkę by wystygły. Gotowe!


18 April 2014

Aromatyczne pesto z kolendry


Dziś Wielki Piątek i choć moja propozycja nie należy do kanonu tradycyjnych dań świątecznych to jednak świetnie nadaje się na danie postne w dniu dzisiejszym. Kolendra wspaniale pachnie i moim zdaniem pesto takie może śmiało konkurować z tym z bazylii. Nam ogromnie smakowało! Ze średniego pęczku wyjdzie nam porcja akurat dla 2 osób.


Pesto ze świeżej kolendry

pęczek świeżej kolendty
2-3 łyżki orzeszków piniowych lub orzechów włoskich
1 łyżeczka soku ze świeżej cytryny lub limonki
kilka żyżek oliwy
sól/pieprz do smaku

Kolendrę płuczemy i osuszamy. Wkładamy do blendera wraz z orzechami i sokiem z cytryny. Miksujemy przez chwilę, powoli dodajemy oliwę i miksujemy do uzyskania odpowiedniej konsystencji. Doprawiamy solą i pieprzem do smaku. 
Podczas gotowania makaronu, rozrabiamy pesto w miarę potrzeby paroma łyżkami wody z makaronu, by nie było zbyt gęste i dobrze pokryło makaron. Ugotowany makaron mieszamy z pesto i najlepiej przed podaniem zetrzeć po wierzchu nieco świeżego Parmezanu.

16 April 2014

Bułeczki pszenne razowe

Dziś chciałabym podzielić się przepisem na smaczne i zdrowe bułeczki. Niedawno kupiłam świetną mąkę pszenną z pełnego przemiału "Basia". Jest drobno mielona i ciasto wychodzi gładkie i elastyczne. Od kilku tygodniu dosypuję ją do moich chlebów i bułek. Z pewnością takie bułeczki są zdrowsze, a przy tym bardzo smaczne.

Bułeczki pszenne razowe

250 gr mąki pszennej razowej lub z pełnego przemiału ("Basia")
250 gr mąki pszennej chlebowej
10 gr soli
15-20 gr drożdży świeżych
300 ml ciepłego mleka
1 łyżka rozpuszczonego masła
2 łyżki aktywnego zakwasu

Mieszamy mąki, dodajemy sól. W ciepłym mleku rozpuszczamy drożdże, dodajemy masło i zakwas i mieszamy z mąką. Zagniatamy ciasto (w razie potrzeby dodajemy odrobinę więcej mleka lub mąki, by uzyskać właściwą konsystencję) i wyrabiamy aż stanie się elastyczne i gluten się dobrze rozwinie. Formujemy kulę i odstawiamy do miski, przykrywamy i zostawiamy w ciepłym miejscu do wyrośnięcia na około 45 minut, aż ciasto podwoi swoją objętość. Odgazowujemy (wykładamy na stolnicę i ugniatamy palcami) ponownie tworzymy kulę i znowu zostawiamy do wyrośnięcia. Można powtarzać 2-3 razy. Dobrze wyrośnięte ciasto wykładamy na stolnicę, dzielimy na 10-12 kawałków, formujemy bułeczki i układamy na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Przykrywamy lnianą ściereczką i folią. Zostawiamy w cieple aż bułeczki wyrosną - ok. 30 minut. Gotowe bułeczki smarujemy po wierzchu mlekiem i posypujemy na przykład makiem (wedle upodobania). Wkładamy do piekarnika nagrzanego do 220 C i pieczemy ok. 15-20 minut. Zaglądamy do bułeczek, żeby się nie przypiekły zbytnio. Gdy się zrumienią wyciągamy i studzimy na kratce. Gotowe!


15 April 2014

Humus z kolendrą i cytryną


Bardzo lubimy różne zakąski i humus jest jedną z nich. Robiliśmy już parokrotnie klasyczny, a dziś dla odmiany bardziej cytrynowy i z dodatkiem kolendry. Pyszny! Wiem, wiem, powinno się gotować samemu cieciorkę, bo jest znacznie lepsza, lecz z puszkową jest dużo mnie pracy. Tak więc poniżej polecam szybki przepis na aromatyczny humus!

Humus z kolendrą i cytryną

1 puszka ciecierzycy ( 400 gr)
! duży ząbek czosnku, posiekany
1 -2 łyżek greckiego jogurtu
1 1/2 łyżki pasty tahini
2 łyżki oliwy extra vergine z oliwek + łyżka do polania na końcu
1 cytryna - skórka starta oraz sok
sól do smaku
1 pęczek świeżej kolendry - ok. 20 gr + parę listków do dekoracji

Ciecierzycę osączamy i płuczemy na sicie po czym przekładamy do blendera. Dodajemy czosnek, jogurt, pastę tahini, oliwę sok i skórkę otartą z cytryny oraz szczyptę soli. Miksujemy do uzyskania gładkiej pasty. Dodajemy na koniec listki kolendry i miksujemy pulsacyjnie. Próbujemy smak, w razie potrzeby dodajemy nieco soli lub oliwy. Przekładamy humus do szklanego naczynia, na konie  polewamy odrobiną oliwy i posypujemy dla dekoracji posiekaną kolendrą.